O nas
Nowe
Felietony
Artykuły
Kurier Święt.
Historia
Kalendarz
Galeria
Antyreklama
Kontakt
Polecamy
Archiwum
Forum
  
Artykuły »  lista artykułów » Piotr Opozda: Rozwinięte społeczeństwo obywatelskie
Treść artykułu:

Rozwinięte społeczeństwo obywatelskie

Wyznawcy tzw. „społeczeństwa obywatelskiego” usiłują nawrócić A. Łukaszenkę i jego Białorusinów, arabskich szejków i latynoskich Indian… Na działalność misyjną tej nowej „świeckiej religii” obmyśla się międzynarodowe projekty, tworzy fundacje  i wydaje ogromne środki. Co prawda, nie  miejsce tu, czas i  subiektywne możliwości na teologiczną i socjologiczną analizę dogmatów i medialnej liturgii owej religii, ale warto zwrócić uwagę na jej semantyczny fałsz – nie można przecież  pogodzić obywatelskiego demokratyzmu z … hierarchią, tj. wiodącą rolą (medialnych) „kapłanów” i „proroków”.

Zatrzymajmy się jednak nad funkcjonowaniem „społeczeństwa obywatelskiego” w sercu Unii Europejskiej (a więc awangardy postępu) i pod rządami platformy (a jakże!) obywatelskiej i dojrzewającego jeszcze do etosu ale dobrze rokującego parobczańskiego koalicjanta.  Nie ma wątpliwości, że świętem i testem społeczeństwa obywatelskiego są wybory samorządowe, w których odpowiedzialność za wspólnotę przejawia się w wyborczej aktywności – zarówno czynnej jak i pasywnej. Podczas niedawnych wyborów samorządowych najwyższą w Polsce aktywność odnotowano w powiecie ziemskim kieleckim, a to oznacza, że jako jego mieszkaniec  powinienem podzielić się doświadczeniami i spostrzeżeniami.

Przygotowania do wyborów trwają tak naprawdę 4 lata. Każda rozmowa obywatelskiego aktywa (najczęściej już urzędującego), impreza z jego udziałem (czyli każda, nawet badania mammograficzne w ośrodku zdrowia i pogrzeby co bardziej wpływowych obywateli), podpisywana umowa o pracę, przetarg, decyzja o lokalizacji inwestycji i o uldze podatkowej przeprowadzane są przy włączonej wyborczej busoli – jak TO się przełoży na wyborczy bilans, przysporzy głosów, osłabi potencjalnego przeciwnika, pozwoli przecisnąć się na wyborczą listę? Istotne w tym wszystkim korzyści materialne wynikają niejako z automatu, dlatego jako wtórne nie wymagają szczególnych zabiegów (będę burmistrzem – to automatycznie będę miał i pobory, i udziały w przetargach).

W połowie kadencji działania owych „aktywów” stają się intensywniejsze. Podejmowane są już konkretne decyzje personalne i techniczne. Poszukuje się charyzmatycznych pijaków,  sponsorów, transportowców no i  haków. Organizuje się kanały przerzutowe dla alkoholu (czyli tzw. nagonkę, a bardziej tradycyjnie - podczaszych).  W większych miejscowościach   naganiaczy jest kilku, w mniejszych – do dwóch. Są wśród nich drobni przedsiębiorcy, urzędnicy, sołtysi, nominowani na kandydatów na radnych, trafiają się nauczyciele i dyrektorzy szkół… Tylko z terenu jednej gminy udało mi się sporządzić listę trzydziestu osób wraz z ich udokumentowaną „aktywnością”.

Na parę tygodni przed wyborami rozpoczyna się „akcja bezpośrednia”.  Naganiacze, albo bezpośrednio w okolicach sklepów, albo przez zaufanych pomocników rozprowadzają alkohol lub pieniądze. W ostatnich wyborach głos kosztował 20 zł. lub pół litra wódki (jeszcze kilka lat temu serwowano 5 zł. lub wino, a to oznacza, że obywatelskie społeczeństwo polskie zamożnieje).  

Równocześnie angażowani są przedsiębiorcy (ważnym instrumentem jest tu podatek gminny), którzy organizują samorządowym aktywom spotkania ze swoimi pracownikami albo jeśli nie są oni godni takiego spotkania, otrzymują wprost zalecenia wraz ze wspomnianą gratyfikacją.  To ludzie „honorowi”, obserwowałem ich w dniu wyborów , jako jedni z pierwszych spełnili swój obowiązek. To nie Wałbrzych, gdzie trzeba było kontrolować pozyskanych w ten sposób wyborców…

W dniu wyborów uruchamiani są wspomniani naganiacze jak i (przede wszystkim) transportowcy. Podwozi się leniwy elektorat autami osobowymi (na liczyłem ich ponad trzydzieści) lub busami. Transport połączony był zwykle z handlem głosami, a w najlepszym razie - presją psychologiczną. Zdarzały się przypadki wyciągania z łóżek ludzi chorych.

Szczególnym zabiegom poddano duchownych i siostry zakonne w Świętej Katarzynie. Zorganizowano misterne kombinacje operacyjne, jakich nie powstydziłaby się w swoim czasie Służba Bezpieczeństwa.  Proboszczowie i wspomniany zakon chętnie korzystali z owych zabiegów, dzięki czemu podjęto szereg inwestycji, ale poza niechlubnymi wyjątkami (np. w Psarach) zachowali się godnie, czyli powściągliwie… 

Do wyborczej agitacji zaprzęgnięto także lekarzy, którzy swoich pacjentów obok recept zaopatrywali w ulotki i dokładne instrukcje. Wykorzystywanie takich relacji jest szczególnie ohydne, bowiem żeruje się na osobistych nieszczęściach ludzi.

Ową zgwałconą bądź sprostytuowaną część obywateli instruowano zwykle w uproszczony sposób, pomijając zbyt obszerną i skomplikowaną listę do sejmiku wojewódzkiego, stąd znaczna ilość głosów nieważnych, czyli czystych kart.

Jakie były rozmiary owych wyborczych nadużyć? Można przyjąć, że ok. 20% głosów zostało kupionych lub wyłudzonych, czyli oddanych pod bezpośrednią presją  w dniu wyborów.

Sędzia z PKW obwinia za ten proceder sprzedajnych lub zapijaczonych wyborców… Nawet jednak analizując problem z pozycji liberalnych, nie można się z taką oceną zgodzić. Wydaje się bowiem, że to popyt kształtuje podaż, a więc demoralizująca rola samorządowego aktywu wydaje się  tu oczywista.  

Same wybory odbywały się w warunkach prawie całkowitej … jawności.  Pamiętające jeszcze czasy głębokiej komuny kotary wyrzucono (wtedy nikt prawie z nich nie korzystał, bo wchodząc za nie zdradzało się swoje niecne zamiary, ale dla formalności były), ustawiając w ich miejsce rząd niezasłoniętych stolików. Każdy więc mógł podglądać każdego, a dla pewności postawiono jeszcze z tyłu … mężów zaufania. Demonstracyjnie stawali oni za plecami podejrzewanych o nielojalność wyborców, zaglądając im przez ramie. Najdziwniejsze jest to, że nikt ani z komisji wyborczych, ani z „molestowanych” wyborców nie interweniował!  Ograniczano się zasłaniania rękami, a i to niezbyt widocznego, przed wścibstwem owych  zaufanych „meżów”.

Zdecydowana większość wspomnianych wyżej nadużyć jest dziełem PSL, bo to on posiada większość tutejszych wójtów, a więc realne ku temu  możliwości. Nie znaczy to jednak, że oponenci nie usiłowali podkradać owych metod… Ich możliwości jednak w porównaniu do zasiedziałej  i rozbudowanej  pajęczyny PSL – owskiej  były żadne, niemniej próbując ich pozbawiono się moralnego prawa do protestu.

W rezultacie tak sprawnie przygotowanych i przeprowadzonych wyborów samorządowych PSL w województwie świętokrzyskim wygrywa je zdecydowanie.

W rozmowie z jednym z kapłanów tzw. „społeczeństwa obywatelskiego” , nawiasem mówiąc zaangażowanego na rzecz demokratyzacji Białorusi, usłyszałem, że w Polsce zdarzają się incydenty, ale to jedynie kwestia … doskonalenia mechanizmów funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego… Chyba rozumiem, chodzi o to, by ludzie już bez żadnych podniet, ale instynktownie wiedzieli na kogo  POWINNI głosować. Wówczas doczekamy się rozwiniętego społeczeństwa obywatelskiego.  Starsi pamiętają wysiłki komunistów na rzecz budowy rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego…  Czyżby ta sama natchniona szkoła?

Piotr Opozda

powered by QuatroCMS