O nas
Nowe
Felietony
Artykuły
Kurier Święt.
Historia
Kalendarz
Galeria
Antyreklama
Kontakt
Polecamy
Archiwum
Forum
  
Artykuły »  lista artykułów » P.Opozda: Ciśnienie na samorządową "szmaciarnię"
Treść artykułu:
Ciśnienie na samorządową „szmaciarnię” 

Reformę samorządową okrzyknięto największym sukcesem III Rzeczypospolitej. Prawdziwość takiej oceny jest adekwatna do jakości wybudowanych dróg... A jest z nimi różnie, ze wskazaniem jednak na powierzchowność i bylejakość.           

            W ostatnich tygodniach miałem wymuszoną okazję do tzw. spotkań z wyborcami (na dalszej i bliższej prowincji). I jestem pozytywnie zaskoczony. Dojrzewamy! Bardzo wielu ludzi, zwłaszcza tych młodszych,  odzyskuje (tak, dopiero teraz – po 15 latach!) odwagę cywilną, dostrzega sedno ich problemów i – co najważniejsze -  myśli kategoriami publicznymi. A jednak mimo tych pozytywnych symptomów cierpimy jeszcze na pewną białoruską przypadłość – „łukaszenizację”.

Dokładnie wiadomo, kto w latach 70 - tych i 80 – tych na wsi i w małych miasteczkach przejawiał „społeczną aktywność”.  Była to,  parafrazując Szpotańskiego, ZSL – owska „szmaciarnia”, która  nie odróżniała pochodu 1 - majowego od procesji Bożego Ciała, a  od swych starszych braci z komitetów i POP – ów nauczyła się dbać o rodzinny interes. Czyli właśnie ów PGR – owski aktyw, symbolem którego, siłą rzeczy, są Łukaszenka i Pawlak.   „Szmaciarnia” ta opanowała wiejskie samorządy, tkając przez cała dekadę lat 90 – tych (teraz już  poprzez demokratyczne wybory) sieć powiązań (nie powiem: mafijnych – bo to dla nich zbyt poważne słowo) i układów. Okazały się one wystarczające do kolejnych reelekcji, stąd od 15 lat  funkcjonują ci sami albo dziedzicznie namaszczeni radni, wójtowie, dyrektorzy szkół, etc.

W międzyczasie zdążyło dorosnąć nowe, nie obciążone historią,  a nawet więcej – znające inne już, normalne standardy obywatelskie pokolenie Polaków, a „szmaciarnia” od Pawlaka ani drgnie... To schizofreniczne rozminięcie rządzących i rządzonych jest dla postronnego obserwatora tragikomiczne, bo oto młoda dziewczyna  wyjaśnia wójtowi  lub staroście istotę społeczeństwa obywatelskiego oraz mechanizmy demokratycznego podejmowania decyzji... Ci zaś słuchają jej wywodów niczym deklamacji na szkolnej akademii.

  O konkretnych sprawach gospodarczych trudno nawet wspominać- pod tym względem „samorządowcy” znają tylko sposoby żywcem wzięte z komedii Barei.

            Tak więc samorządowa „elyta” jak na razie skutecznie blokuje „prywatyzację” myślenia i działania w bardzo wielu prowincjonalnych samorządach.  Oczywiście, są chlubne wyjątki (tylko wyjątki) i  są liczniejsze już przykłady gospodarności sekretarsko – urzędniczej. Polega ona na „wyrywaniu” publicznego grosza (najczęściej zresztą w obiektywnie pożytecznym celu) i przy okazji ...  przetargowych przekrętach. Dwa charakterystyczne przykłady. Wójt jednej z podstarachowickich gmin miał zwyczaj składania wizyt w ministerstwach, które bardzo często kończyły się wyproszeniem towarzyszącego mu księgowego, następnie uklęknięciem przed ministerialnym urzędnikiem i stwierdzeniem, że „nie opuści gabinetu, dopóki nie otrzyma pieniędzy”. No i niekiedy skutkowało. Inny przykład: burmistrz małego miasteczka unika kredytów na inwestycje współfinansowanych ze środków unijnych. Zastanawiano się: dlaczego? Odpowiedź okazała się prosta: przez 12 lat urzędowania stał się zakładnikiem określonych firm, które zmonopolizowały przetargi. Wziąć unijne pieniądze na ustawione przetargi niesie za sobą niebezpieczeństwo kontroli i ... wpadki.

            W najbliższych siedmiu  latach zdecydują się podobno losy Polski. Samorządy mają rozdysponować poważne, a bardzo trudne  unijne  pieniądze. Obawiam się, że dominująca jak na razie  gminna „szmaciarnia”  może swoją ignorancją blokować zagospodarowanie owych unijnych funduszy. Dlatego te wybory były tak ważne. Ważniejsze jednak okazały się symptomy przebudzenia obywatelskiej świadomości. Jestem umiarkowanym optymistą.      

powered by QuatroCMS