O nas
Nowe
Felietony
Artykuły
Kurier Święt.
Historia
Kalendarz
Galeria
Antyreklama
Kontakt
Polecamy
Archiwum
Forum
  
Artykuły »  lista artykułów » Piotr Opozda: Pułkownik polskiej publicystyki
Treść artykułu:

Pułkownik polskiej publicystyki  

Zamiast wstępu            

Ostatnie dwa stulecia są niewątpliwie wiekami ideologii. Przewrót kartezjański z XVIII wieku, zwany częściej Oświeceniem, polegał właśnie na zakwestionowaniu religii objawionej, w miejsce której usiłowano ukonstytuować myśl ludzką, a ta w wymiarze społecznym zaowocowała właśnie wykształceniem się ideologii. Jest ona więc niczym innym, jak światopoglądem wyznawanym przez określoną grupę społeczną. Ideolog stał się tedy kimś w rodzaju nowoczesnego „proroka”, a ideologia – namiastką religii. Usiłowano przy tym  tak modelować ideologie, aby nadać im pozory (przynajmniej metodologicznej) naukowości. Skrajnym przykładem rzekomo „naukowej” ideologii jest socjalizm marksistowski. Spory religijne poprzednich stuleci zastąpione zostały w ten sposób sporami ideologicznymi, często bardziej krwawymi od tradycyjnych wojen stricte religijnych. Literatura dotycząca genezy i swoistej egzegezy poszczególnych ideologii jest nadzwyczaj bogata, ale najczęściej skrywa w sobie pewną pułapkę. Otóż dywagacje na temat poszczególnych ideologii są zazwyczaj równie pseudonaukowe jak one same... Urojenia, hasła i pewna socjologiczna poetyka, właściwe większości społecznych doktryn,  w owych „naukowych” dociekaniach otrzymują bowiem wymiar nie tyle psychologiczny, co semantyczny, a stąd już krok tylko do pewnej schizofrenicznej patologii... Przykładem – idea „praw człowieka”: od dwustu lat wzbogaca się ich katalog, wyodrębnia coraz to nowe ich generacje, a rzeczywistość aż roi się od „błędów i wypaczeń”. Może wiec problemem nie jest przestrzeganie „katalogu praw człowieka”, co Dekalogu i ponowne odkrycie transcendentnego źródła  godności człowieka? Wychodząc z powyższych przesłanek, uznałem, że skoro spory ideologiczne są niezaprzeczalnym faktem, a jednocześnie skutkiem pewnej ułudy, to najwłaściwszą metodą ich prezentacji i związanej z tym refleksji, będzie ich skonkretyzowanie w publicystycznej aktywności jednej osoby. Wybór padł na Bogusława Miedzińskiego, bowiem w jego twórczości  (i działalności!) ogniskuje się (nie tylko polska) rzeczywistość znacznej części XX wieku.  

  Po hasłem konsolidacji  

 

Zarysowujące się od lat dwudziestych XX wieku centralistyczne, czy wręcz totalitarne tendencje w ówczesnej myśli społecznej, zdominowały kierunek życia społeczno - politycznego, a nawet gospodarczego w  „uporządkowanym” w Wersalu świecie.Faszystowska koncepcja totalnego państwa narodowego, realizowana w ZSRS idea „dyktatury proletariatu”, czy wreszcie amerykański „nowy ład ekonomiczny” – to naszym zdaniem przejawy tej samej tendencji zrodzonej w latach 1914 – 1919. Tęsknoty do „porządku” ujawniły się również w Polsce, choć nie osiągnęły aż takich rozmiarów jak we Włoszech, czy u zachodniego i wschodniego sąsiada.Funkcjonująca do maja 1935 roku legenda Piłsudskiego, wraz z jego odejściem egzystować będzie nadal na płaszczyźnie psychologicznej, ale też bezpowrotnie zniknął polityczny autorytet, stanowiący faktyczną podstawę ustroju państwowego Rzeczypospolitej w latach 1926 – 1935.Nowa rzeczywistość, rzeczywistość bez Józefa Piłsudskiego i wynikająca stąd  konieczność praktycznych rozwiązań ustrojowych inspirują grupę piłsudczyków skupionych wokół marszałka Edwarda Rydza – Śmigłego, do reorganizacji własnego obozu. 1/. Owocem  poszukiwań stała się ogłoszona w lutym 1937 r. Deklaracja Obozu Zjednoczenia Narodowego. Teoretyczne uzasadnienie koncepcji OZN daje w cyklu artykułów w „Gazecie Polskiej” Bogusław Miedziński. Jak sam przyznaje, pisał na zamówienie władz Ozonu i każdy artykuł z nimi konsultował, ale tez skądinąd wiadomo, że to nie Adam Koc był autorem „swojej” deklaracji, a Miedziński, skromnie patrząc, wywarł poważny wpływ na zawarte w niej myśli, że był faktycznym szefem ideologicznym OZN. 2/  Możemy więc uznać zaprezentowaną przez Miedzińskiego w latach 1935 – 1938 na łamach „Gazety Polskiej” koncepcję  społeczno – politycznego porządku w Polsce, w znacznej mierze za jego własną.          Analizując stan społeczny i polityczny Polski w rok po śmierci Marszałka, Miedziński dochodzi do wniosku, że Polska jako państwo osiągnęła dostateczny stopień rozwoju i generalnie znajduje się na dobrej drodze, natomiast „na przełęczy” znalazło się społeczeństwo polskie. A owa „przełęcz” -  to powszechna „dekompozycja” wewnątrz wszystkich ugrupowań politycznych (nie wyłączając piłsudczyków) i społeczeństwa jako całości. Słowem: „walka wszystkich z wszystkimi”. Owemu rozkładowi organizacyjnych form życia społecznego nie towarzyszy – zdaniem Miedzińskiego – osłabienie potencjalnych sił narodu i na nich właśnie należy zainicjować dzieło budowy nowych struktur społecznych.3/.        

W niecałe dwa miesiące po napisaniu powyższych słów Koc ogłosił Deklarację OZN. W myśl teorii Miedzińskiego fakt ten uznać należy za podjęcie przez piłsudczyków inicjatywy w reorganizacji ustroju społeczno – politycznego Polski. Motywy są i tym razem takie same jak niegdyś przy zmianie konstytucji. „I dziś podejmujemy realizację idei, która wedle sumienia naszego jest nakazem płynącym z najwyższych interesów ojczyzny...” 4/. Charakterystyczne jest powoływanie się przez piłsudczyków na ich sumienie, ich przekonanie, ich odpowiedzialność.... Wynikałoby z tego, że uważali się za swoistą elitę narodu (czy społeczeństwa) powołaną do szczególnej odpowiedzialności za kraj, za kierowanie nim. Niestety, nie znajdujemy w owej „inicjatywie”(przynajmniej na płaszczyźnie werbalnej) motywu służby. Owa elita, czy też grupa inicjatywna skupiać winna wokół siebie,  jak życzy sobie Miedziński, ogół społeczeństwa 5/. Za warunek jakichkolwiek skutecznych przeobrażeń traktuje on bowiem konsolidację wewnętrzną, zjednoczenie społeczeństwa wokół jednolitego programu i czytelnego przywódcy (w tym konkretnym przypadku – Rydza Śmigłego). Argumentem za taką konsolidacją, a jednocześnie pewna wskazówką, jak ma ona wyglądać w przełożeniu na  praktykę polityczną  ma być „znakomita organizacja sił rozwijających się obok Polski lub przeciwko niej działających”. I żeby nie było wątpliwości, podaje przykład ... Japonii, gdzie „ryż jest życiem i błogosławieństwem, ale ziarnko ryżu jest niczym” i swoiście pojmowanej Europy, w której „ty jesteś niczym, twój naród jest wszystkim”. Idąc w tym kierunku sięga do rodzimej tradycji i proponuje Polakom przyjąć dewizę „Niech imię moje będzie zapomniane, byle Ojczyzna wielką była”. 6/ A w realizacji tej dewizy należy zaniechać budowania na przesłankach wynikających z przeszłości, bowiem „nie można narzucać młodszym dziedzicznego obciążenia echami naszych walk i sporów, które (...) przestały być aktualne” – konkluduje Miedziński 7/. Według niego, koncepcja zjednoczenia oparta być powinna na trzech zasadach: nacjonalizmie, sprawiedliwości społecznej i organizacji. Scharakteryzujmy pokrótce te zasady, następnie nieco szerzej je rozwiniemy.  

Nacjonalizm pozytywny             

 

Nasz nacjonalizm – powiada ideolog OZN – nie jest szowinizmem („kto kocha swój kraj i jest ze swojej do niego przynależności dumny – musi rozumieć te same uczucia u innych i szanować je”), a uczuciem pozytywnym, istotą którego jest rozumna i ambitna miłość do własnego narodu. 8/. Słowem – nasz nacjonalizm jest pozytywny, bowiem nie polega na wywyższaniu się nad inne narody lecz na przekonaniu, że jesteśmy co najmniej tyle warci co inni, a możemy być warci więcej w konsekwencji pozytywnego rozwoju 9/. Jest oczywiste, że w tym momencie „pozytywny nacjonalista” Miedziński  starł się z nacjonalistami bezprzydawkowymi spod znaku Narodowej Demokracji. Nie znajduje jednak aż tak wielu argumentów w teraźniejszości (w myśl wcześniejszej deklaracji takich jedynie winien używać), skoro sięga do czasów, w których  narodowcami nazywali siebie ci, którzy pogodzili się jako z faktem dokonanym i nieodwracalnym z utratą niepodległości Państwa Polskiego, a odsadzali od nazwy narodowców tych, którzy się z tym nie godzili. Wielkiej Polski nie budowali na pewno ci, którzy starali się aby ta Polska dogadzała wszystkim (...) i na pewno nie ci, jeśli chodzi o sprawy wewnętrzne, którzy wiecznie płakali, że my – to biedne małe polaki, których w tej Polsce wszyscy biją i grabią...” 10/

Tak więc obok znanych historycznych zarzutów ugodowości pojawia się wobec endecji zarzut nowy – kompleksu (głównie wobec ....Żydów). Praktyczne konsekwencje owego romantycznego nacjonalizmu – to w czasach niewoli dążenie do niepodległości, a w dobie wolności – dążenie do wzmocnienia państwa i jego prestiżu oraz budowa sprawiedliwości (dzisiaj powiedzielibyśmy – solidarności) społecznej.11/ Powyższą zasadę sprawiedliwości społecznej Miedziński sprowadza do następujących zadań:- zwalczania partykularyzmów,- „dążenia do podniesienia poziomu dobrobytu powszechnego (poprzez spotęgowanie produkcji), nie zaś koncentracji dóbr materialnych i pogłębienia rozpiętości między bogactwem jednych, a nędzą drugich” 12/        

Dość enigmatycznie formułuje Miedziński zasadę organizacji. Prezentuje ją w kontekście uniwersalnym i dochodzi do wniosku, że: „... OZN wytknąwszy zasadnicze linie rozwoju w dziedzinie politycznej, narodowej i społecznej nie waha się również przyjąć i przeprowadzić zasady ujęcia prac na realizacja tych wytycznych w ramy organizacji i dyscypliny, w rygory jednolitego kierownictwa” 13/ Dla współczesnego interpretatora owych zasad (zwłaszcza nacjonalizmu i organizacji) – Andrzeja Micewskiego -  wydają się one przejawami totalitarnych tendencji w otoczeniu Rydza, natomiast zasada sprawiedliwości społecznej uznana została  za założenie propagandowe, o tyle wiarygodne, że podnoszone przez Miedzińskiego, który „ze swoimi ludowymi tradycjami był odpowiednim człowiekiem dla dostrzegania polskiej rzeczywistości, tj. liczebności i sytuacji warstwy włościańskiej i robotniczej”. 14/

Cóż, patent na „sprawiedliwość społeczną” jeszcze do niedawna mieli marksiści.... 

 

Ku autorytaryzmowi             

 

Konstytucja kwietniowa z 1935 r. w istotny sposób rekonstruowała ustrój państwowy Rzeczypospolitej. Stawała się ona sprawnie funkcjonującym i scentralizowanym organizmem w dosłownym tego słowa znaczeniu.         

Miedziński, w duchu całościowej koncepcji ozonowej rozwija i częściowo modyfikuje piłsudczykowską myśl polityczną.Państwo jest według niego organizacją społeczeństwa, a jego statutem organizacyjnym jest  konstytucja, stwarzająca ramy działania dla poszczególnych władz oraz formułująca deklarację praw i obowiązków obywateli.   Określony konstytucją kwietniową ustrój Rzeczypospolitej jest zgodny z duchem czasu, tzn. „nie ustępuje pod względem sprężystości, zwartości, skupienia decyzji” – ustrojom sąsiadów – Niemiec i Rosji 15/. Istnieje jednak istotna różnica miedzy nimi – mówi Miedziński – „Ustrój Państwa Polskiego nie jest ustrojem monopartyjnym, jest parlamentarny”.Miedziński dzieli społeczeństwo na tych, którzy wzięli odpowiedzialność za państwo (czyli piłsudczyków) i tych, którzy się od niej uchylili. Jeśli chodzi o miejsce w państwie tych drugich, to: „Nie ma (...)  zakazu i uniemożliwienia z ich strony krytyki i kontroli (...). Dość czytać codziennie, co się pisze w gazetach (...), aby wiedzieć, jak doniosła różnica istnieje pod tym względem miedzy ustrojem polskim, a innymi ustrojami monopartyjnymi, czy wziąć ustrój niemiecki, rosyjski, czy wreszcie włoski (...). Żadna ideologia w Polsce represjami zwalczana być nie może...” 16/        

Oczywiście, władza musi być na tyle sprawna i kompetentna, aby utrzymać w państwie ład i porządek, czyli być w stanie przeciwstawić się gwałtownym zamachom na bezpieczeństwo wewnętrzne. W tym kontekście Miedziński żali się na opozycję, że ... zmusza rząd do zwiększania wydatków na policję. 17/.Owa specyfika ustroju Polski pośród innych ustrojów (totalizmów) wynika w ocenie Miedzińskiego z parlamentarnych tradycji w Polsce. Pokwietniowy parlamentaryzm sprowadza jednak wyłącznie do funkcjonowania opiniotwórczej opozycji, chociaż w innym miejscu stwierdza, że „sprawa powoływania przedstawicielstwa narodowego jest otwarta” 18/. Stwierdzenie to jest jednak na tyle ogólne i nie pasujące do linii OZN, że wydaje się raczej sentymentalną dekoracją...         

Ogólnie biorąc, normą dla Miedzińskiego wydają się być totalitaryzmy „zachodnie” (wschodni odrzuca jako „zagrożenie wolności”), wyrastające z tradycji poszczególnych narodów. Owa norma bierze się z przekonania, że szkodliwym międzynarodówkom przeciwstawić się mogą tylko ideologie narodowe 19/. Autor broni się jednak przed mianem „totalisty”, z dumą stwierdzając, że choć obecna (tj. pokwietniowa) forma ustrojowa jest „trudniejsza” (z racji zachowania parlamentaryzmu), to przecież  dążyć będziemy – w ramach naszego własnego, nietotalistycznego ustroju, do ujęcia sławnej polskiej dobrej woli i patriotyzmu w sprawne szeregi, maszerujące do tych celów, które za wspólne uznaje. Nie dopuścimy też, aby w strukturze naszego ustroju państwowego otwarły się jakiekolwiek szczeliny dla słabości (...). Stary szlachecki diabeł Boruta może się jak chce przebierać, może sobie pokrzykiwać o totalizmie tak jak przedtem o absolutum dominium. Strachy na lachy.20/. 

 

Swoi i „obcy”              

 

„Niedomogi” ustroju politycznego Polski (czyli ... brak typowego autorytaryzmu) rekompensować miała w ocenie Miedzińskiego odpowiednia organizacja narodu, czyli funkcjonowanie Ozonu. Naród polski jest bowiem organizatorem Rzeczypospolitej, tak ze względu na swoja liczebność jak i – przede wszystkim – jego twórczość w dziedzinie politycznej 21/. Polska nie jest bowiem państwem narodowym, a więc zagadnienie polityki polskiej w ramach Rzeczypospolitej jest zasadne, a  rozpatrywać je należy w ramach polityki państwowej. To z kolei wymaga jego (narodu) zjednoczenia, a zadania takiego podejmuje się OZN. 22/. W myśl tej logiki, OZN jest dopełnieniem Rzeczypospolitej, a jego Deklaracja  - dopełnieniem Konstytucji. 23/.        

Sięgnięcie przez Miedzińskiego do haseł nacjonalistycznych wywołać musiało naturalną koleją rzeczy z jednej strony utarczki z obozem narodowodemokratycznym, ale z drugiej – zbliżenie do tego obozu. W utarczkach tych publicysta „Gazety Polskiej” precyzował własne poglądy. Tak oto w polemice ze Strońskim, czy w krytyce samego Dmowskiego Miedziński wbrew wcześniejszym apelom o zarzucenie sporów historycznych sięga do niedawnej co prawda, ale jednak przeszłości. Listopad 1918 roku był jego zdaniem zwycięstwem myśli „więźnia magdeburskiego”, ufającego we własny naród, nad myślą zapatrzonego w koalicję Romana Dmowskiego. Ten drugi – przypomnijmy – zapatrzony był w wizję Polski – ofiary, „która raczej na opiece stróża więziennego zostawiona być może, niż własnym powierzona siłom”. A oto inne niezwykle charakterystyczne porównanie: „Oczy nasze widziały bezbronne dzieciuchy, odbierające karabiny weteranom wielkiej wojny na ulicach Warszawy. Oczy nasze widziały bataliony składające broń przed zastępującą im drogę gromadką młodzieży na ulicach Lublina. O ileż większą, o ileż realniejszą okazała się ta potęga, do której sięgnął Piłsudski – poryw patriotyczny Narodu, niż ta, do której Dmowski wnosił swe żądania czy postulaty”. 24/.  Zwątpienie we własne siły zarzuca Miedziński endecji także na marginesie kwestii żydowskiej, ale o tym później.        

Drugi koronny zarzut pod adresem narodowców, to ambicje do występowania w roli arbitra, w imieniu całego narodu, podczas gdy piłsudczycy „nie mogą żadnemu ze stronnictw, czy grup politycznych przyznać tytułu do takiej roli”. 25/. W tym miejscu piłsudczycy popadli w pewną logiczną pułapkę: czy OZN nie był taką właśnie „grupą polityczną”? Wydaje się, że Miedziński wybrnąłby z tej pułapki argumentem: „Ale my mamy charakter i siłę narodowi przewodzić”. Tak, to jest argument, ale po cóż w takim razie brnąć we frazeologii demokratycznej?        

Koncepcja Ozonu, jako zbyt otwartego dla „elementów niepożądanych”, spotkała się z opozycją skrzydła narodowo – zachowawczego w obozie samych piłsudczyków. Stanisław Cat – Mackiewicz w artykule „Linia polityczna, a gierki” narzeka na Koca, że nie pozbył się jeszcze ze swojej organizacji „Kwiatkowskich, Poniatowskich, Świętosławskich i im podobnych” 26/. Domaganie się takich właśnie zmian personalnych potwierdza, zdaniem Miedzińskiego, tezę, że Mackiewicz jest „małym graczem” 27/.Polemika z konserwatystami miała ten dobry skutek, że zmusiła Miedzińskiego do sprecyzowania charakteru OZN jako organizacji scentralizowanej (nie federacji stronnictw), a ideowo i politycznie dość „obszernej” acz zamkniętej w organizacyjnych ramach własnie.28/.  Koncepcja narodowościowa Miedzińskiego (i OZN) wychodziła – jak pamiętamy – z założenia, że Rzeczpospolita jest państwem wielonarodowościowym, w którym jednak „rola narodu polskiego jest taka, że żadnych specyficznych przywilejów na pewno nie potrzebuje” 29/. Miedziński akcentując fakt, że Polska nigdy nie była i nie jest państwem zaborczym, w taki oto sposób myśl tę rozwija:Układ stosunków w tej części Europy był niewątpliwie tego rodzaju, że dla szeregu narodów był tylko wybór znaleźć się w obrębie granic państwowych tych lub innych. Nikomu nie odebraliśmy własnej państwowości, któryby miała trwały charakter lub któryby poprzednio istniała (...). Zasadą naszej pracy państwowej, pracy nas, którzy jesteśmy przepojeni instynktem narodowym, jest równość istnienia tego głębokiego instynktu narodowego u innych” 30/.        

Nie na tej wszakże ogólnej zasadzie opiera Miedziński własną koncepcję szczególnie istotnej w okresie międzywojennym kwestii żydowskiej 31/. Jest ona bowiem dla niego specyficzną, oderwaną niejako od ogólnego zagadnienia narodowościowego, a to z następujących powodów (historycznych i religijnych): Nadmiar Żydów w Polsce jest skutkiem nacisków i procesów zewnętrznych (przyczyniły się do tego min. prześladowania ze strony tak „humanitarnych” dziś wobec Żydów państw zachodnich), podczas gdy np. Ukraińcy związani są terytorialnie z Rzeczpospolitą odwiecznymi więzami 32/. Religia (i etyka) żydowska jest zasadniczo inna od chrześcijańskiej – właściwej wszystkim innym narodom Rzeczypospolitej, bo posiadając moc wiążącą tylko w odniesieniu do Żydów, dezintegruje całość społeczeństwa. Nieprzypadkowo bowiem Żydzi są szczególnie podatni na wpływ antynarodowych ideologii, np. komunizmu. 33/.Powyższe racje wraz z niezwykle istotnym momentem ekonomicznym (bezrobocie, kumulacja kapitału w rekach żydowskich) wykazują, że „niepodobna znaleźć innego wyjścia, jak tylko usuniecie tego ciała obcego i szkodliwego zarówno przez swą liczebność, jak i odrębność”. 34/. Czy jednak wszyscy muszą emigrować, czy możliwa jest choćby częściowa asymilacja? Zdaniem Miedzińskiego masy żydowskie nie asymilują się (potwierdziła to historia), a gdyby nawet chciały, to nie zgodzą się na to sami Polacy (staliby się wówczas innym narodem).  Pewne przejawy asymilacji istniały w XIX w. w Kongresówce, kiedy to pewna część Żydów przyjęła kulturę narodu ujarzmionego (tj. polskiego), a nie jak zwykle ujarzmiającego (tj. rosyjskiego), ale proces ów już zaniknął. Ponieważ sprawdzianem pierwszorzędnym przynależności Żyda do wspólnoty polskiej jest „dobrowolny udział w walce narodu o niepodległość”, a obecnie sprawdzian taki jest niemożliwy, należy poprzestać na tych, którzy już się „sprawdzili”. „Gdybyśmy dziś, towarzyszy naszych, którzy wraz z nami byli pod Łowczówkiem i pod Kościuchnówką (...) zaczęli pytać o metrykę babki – byłoby to pospolite świństwo”. 35/. Miedziński broni się przed ewentualnym zarzutem rasizmu, twierdząc, że tak właśnie zdefiniowana kwestia żydowska jest wyłącznie przejawem wspomnianego „pozytywnego nacjonalizmu”, który nie uznaje „narodów wybranych”, a propaguje solidarność narodową. „Jeśli nawet staniemy na stanowisku, że istnieją wartości ogólnoludzkie, nadrzędne, to też, zdaniem naszym – pisze Miedziński – droga do pomnażania tych wartości prowadzi tylko przez poszczególne kultury narodowe”. 36/. Broni też koncepcji ograniczania Żydów w dostępie na wyższe uczelnie, a na zarzut, że Polska pozbawia się w ten sposób elementu wyjątkowo zdolnego, replikuje: „Są zagadnienia, w których nie możemy znaleźć wspólnego języka z inteligentami żydowskimi, choćby na równi z nami kochali polski krajobraz, a nawet umieli o nich pisać piękniejszą niż my polszczyzną. Ten brak wspólnego języka dotyczy częstokroć zagadnień najdonioślejszych, szczególnie od czasu, gdy idzie przez świat wielka zasadnicza walka ideologii międzynarodowych z narodowymi”. 37/.

W imię tych właśnie „zagadnień” Miedziński każe Żydom emigrować, a Polakom pomagać im w tym, ale „właściwymi metodami”, nie dopuszczającymi relatywności norm moralnych. 38/.Niedopuszczalne jest również ograniczanie Żydów w prawach publicznych. Dopuszczalna jest jednak walka ekonomiczna z nimi, a to w myśl zdroworozsądkowej zasady: „bliższa ciału koszula, niż kubrak”. 39/. Tak oto, w ogólnym zarysie, przedstawia się Miedzińskiego interpretacja kwestii żydowskiej  u schyłku Rzeczypospolitej. Wydaje się, że jest to interpretacja już inna, niż ta choćby z początku lat 30 – tych. Na ową ewolucję zwrócili uwagę zarówno ówcześni antysemici, jak i filosemici, ubolewając, jak dla przykładu Singer, że z dnia na dzień znikły z „Gazety Polskiej” resztki obiektywizmu odnośnie sprawy żydowskiej: „Jeszcze kilka lat temu, w sejmie poprzednim, rozlegał się głos oburzenia redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”. Dziś sytuacja zmieniła się gwałtownie. Oto w „Gazecie Polskiej” ukazał się komunikat ZMP(...): „Przesadzanie Żydów odbyło się w całkowitym spokoju, przy ogólnym entuzjazmie licznie zgromadzonych słuchaczy szkoły” 40/. Na marginesie tej tzw. „sprawy żydowskiej”, jak już zaznaczyliśmy, Miedziński atakuje narodowych demokratów, którym z jednej strony zarzuca wszczynanie antypolskiej de facto kampanii antysemickiej, kończącej się często haniebnymi pogromami, z drugiej zaś czczenie „diabła żydowskiego”, czyli przypisywanie Żydom nadzwyczajnych umiejętności i sukcesów w walce z Polakami, oczywiście, kosztem degradacji tych ostatnich. 42/. Publicystyczna retoryka jednego z głównych ideologów obozu piłsudczykowskiego w kwestii żydowskiej szokuje przeciętnego współczesnego czytelnika. Zwłaszcza, że piłsudczycy „posądzani” byli przez znaczną cześć społeczeństwa polskiego o ... filosemityzm. Nawet przy uwzględnieniu wspomnianej wyżej pronacjonalistycznej ewolucji obozu rządzącego, tezy Miedzińskiego w tamtym okresie były raczej ... umiarkowane. Jest to więc jeszcze jeden przyczynek do refleksji nad językiem historii jako wypadkową przemian mentalnych i w ogóle kulturowych. 

 

Konfrontacja z marksizmem             

 

Pod koniec lat 30 – tych w obozie piłsudczykowskim ścierały się dwie tendencje społeczno – ekonomiczne. Jedną z nich reprezentował Edward Rydz Śmigły, a można ją określić jako etatystyczną, druga zaś, reprezentowana przez Koca i Matuszewskiego, miała charakter bardziej liberalny. 43/. Gorliwym zwolennikiem etatyzmu był Miedziński, czemu dawał wyraz zarówno w licznych wystąpieniach sejmowych, jak również w publicystyce prasowej.        

Państwo - według niego – od początku XX wieku odgrywać zaczęło w życiu społecznym coraz większą rolę, głównie zaś w dziedzinie rozdziału dochodu narodowego, spełniając przy okazji rolę niejako arbitra miedzy poszczególnymi grupami społecznymi. Poprzez interwencję na rzecz najbiedniejszych rola ta pozwala mu działać w kierunku  poszerzania zakresu sprawiedliwości społecznej. A życie społeczne porównuje Miedziński do stołu z trzema rozmówcami: pracownikiem, państwem i pracodawcą. Państwo uczestniczy w tym układzie z misją zwalczania partykularyzmów  grupowych i interweniuje w chwili, gdy zachwiana zostaje równowaga między pracodawcą, a pracobiorcą. 44/. Taka koncepcja społecznego ustroju Polski, nie nowa i w wielu państwach realizowana (min. w USA) stała jednak w sprzeczności z silną już wówczas w Polsce szkołą marksistowską. Jej to krytyce poświęca Miedziński kilkunastostronicowy, cytowany tu już artykuł: „Co odrzucamy i ku czemu idziemy?”. Poza związaną z ideologią komunistyczną kwestią geopolityczną (sąsiedztwo ZSRS), przeważająca cześć pracy stanowi druzgocącą krytykę doktryny marksistowskiej. Oto ona:W połowie XIX w. Marks i jego uczniowie uznali świadomość narodową za sztuczną, bo wynikającą z materialnych interesów warstw uprzywilejowanych. W 1914 r. nastąpiła jednak konfrontacja między internacjonalizmem, a solidaryzmem narodowym. W okopach I wojny światowej zwyciężył ten drugi, a po wojnie jeszcze bardziej się umocnił, i to nawet w Rosji bolszewickiej, gdzie masowo powraca się do dawnych terminów, jak ojczyzna, naród, itp. Fikcyjne i na absurdzie oparte było i jest hasło „dyktatury proletariatu”, jako, że warstwa panująca, czy po prostu – ludzie panujący, nie stanowią już proletariatu (vide: Lenin, czy Stalin). W zasadzie więc następuje najwyżej wymiana proletariatu. Czy nie lepiej więc – zapytuje Miedziński – poprzez rozwój ludzkości i postęp naukowy proletariat po prostu zlikwidować? Doktryna Marksa, mimo woli bierze swój początek w znanej tezie Malthusa, iż: „ludzkość nie tylko nie jest w stanie stworzyć dobrobytu, ale nawet zapewnić bytu”.  Można więc co najwyżej uszczęśliwić część ludzkości kosztem reszty. Na podłożu etyczno – emocjonalnym skrystalizował się pogląd, że w związku z owym dylematem byt zapewnić należy pracującym. Sam Malthus miał się jednak wyrazić, że teoria  jego przestanie być aktualna, „gdy Ameryka siać będzie zboże dla Europy”, a więc nie przewidział postępu materialnego ludzkości, podobnie jak sami ... materialiści, którzy każą wierzyć w teorie, a ignorować technikę...W tym miejscu przerwał jednak Miedzińskiemu publicysta „Głosu Powszechnego”, zarzucając mu nieuctwo, przejawiające się stawianiem w jednym szeregu Marksa i Malthusa. Publicysta ów poparł swój artykuł polemiczny cytatem z  „Kapitału” Marksa, świadczącym o jego pogardliwym stosunku do Malthusa. 45/. W odpowiedzi Miedziński, zaznaczając, że cytat ów jest mu znany, sięga do Russela („trudno bowiem rozmawiać z marksistami bez autorytetu”), jako, że ten jest na pewno mądrzejszy zarówno od niego samego, jak i publicysty „Głosu”: „Teorie Malthusa Marks odrzuca i traktuje zawsze pogardliwie, jest to zrozumiałe, gdyż – jeśliby  byłaby prawdziwa – wynikałaby z niej niemożliwość wszelkich utopii komunistycznych, , co dziwniejsza godzi się bez zastrzeżeń na prawo, w myśl którego płace muszą być zawsze (...)na poziomie niezbędnego minimum utrzymania, choć prawo to daje się utrzymać tylko na gruncie tej właśnie odrzuconej przezeń teorii” (B. Russel, Wiek XIX, str. 287).  Te rundę wygrał wiec Miedziński.        

Kontynuując tymczasem krytykę marksizmu, dowodzi on, że nawet w marksistowskiej praktyce linia podziału klasowego nie przebiega według kryterium ekonomicznego, a ideowego. Regułą jest bowiem, że na czele rewolucji stają ... „kapitaliści”, łamiąc w ten sposób wypływającą z przesłanek materialnych solidarność klasową. A robią to w imię imponderabiliów, którymi w ich przypadku jest wypływająca z poczucia sprawiedliwości  solidarność duchowa. I tak, w rewolucji rosyjskiej górę wzięły cechy charakteru przywódców komunistycznych.Podsumowując, były aktywista PPS z zachwytem stwierdza, że jeśli po wojnie były rewolucje, to tylko jako zjawiska polityczne, a nie jako efekty walki klasowej i dowodzi trwałości wstrząsów rewolucyjnych w dziedzinie politycznej i ewolucjonizmu jako jedynej drogi przemian w życiu społeczno – gospodarczym. 47/.         

Powyższy wywód na temat marksizmu socjalistyczny publicysta M. Niedziałkowski określił jako „szarżę pułkownika w stanie spoczynku”. Sprowokował tym nader udana replikę ze strony Miedzińskiego:Wdzięczny jestem p. M. Niedziałkowskiemu, że – chcąc najwyraźniej zniżyć się do mego poziomu – stara się wciąż operować obrazami batalistycznymi, bądź też przykładami z historii wojen. Radziłbym mu z całego serca zaniechać tej metody. Bo jeszcze w batalistyce ujdzie to i owo. Ale gdy p. Niedziałkowski zestawiając poglądy Napoleona z praktyka W. Ks. Mikołaja Mikołajewicza, zalicza zagadnienie „wartości szarż  kawaleryjskich na beterie artylerii” do idei strategicznych – to jest to gorzej, niż gdyby wziął Kossaka za Fałata. Albowiem jest to zagadnienie taktyczne, zgoła nic wspólnego nie mające ze strategią. Myli się p. Niedziałkowski, sądząc, że tego rodzaju próbkami swej wszechstronnej wiedzy ułatwi biednemu pułkownikowi zrozumienie Karola Marksa, tym bardziej, że pułkownik ten nie jest jeszcze – wbrew informacjom p. Niedziałkowskiego – w stanie spoczynku”. Miedziński precyzuje również, że nie odrzuca walki klas jako faktu lecz jako zasadę wyjaśniającą mechanizmy stosunków społecznych („Kossak i Napoleon w obronie Marksa”).Miedzińskiego krytykę socjalizmu potwierdziła już wtedy, w dwudziestoleciu, postawa PPS.W złożonym w listopadzie 1937 r. prezydentowi Mościckiemu memoriale sprowadziła ona idee przebudowy ustrojowej państwa do zmiany ordynacji wyborczej. Miedziński w szeregu swoich artykułów, w sposób nadzwyczaj złośliwy (ale i uzasadniony) poddał memoriał totalnej krytyce, określając go mianem „prymitywnego”, „ciasnego” i „nierealistycznego”. 49/. Sam fakt audiencji porównał do Canossy, zarzucając socjalistom „opieszałość” („gdyby zrobili to 7 lat wcześniej, uniknęliby wielu nieprzyjemności”) 50/.           

Wydaje się więc, że zaprezentowany przez Miedzińskiego program społeczno – gospodarczy: solidaryzmu, etatyzmu, reformy rolnej i „szklanych domów” bezsprzecznie górował (chociażby przez sam fakt jego sformułowania) nad jałowymi, oderwanymi od rzeczywistości i ogólnikowymi wynurzeniami myśli socjalistycznej. Natomiast  wątpliwości wywołuje polityczna koncepcja Miedzińskiego, często niekonsekwentna, próbująca godzić zasady ustrojowe w ramach jednego państwa nie do pogodzenia: autorytaryzm z tradycyjną europejską demokracją. Owa sprzeczność miała jednak ten dobry skutek, że nie przesądzała o charakterze ustroju państwowego na przyszłość, a więc stwarzała możliwość ścierania się różnych racji, a w konsekwencji dawała społeczeństwu możliwość wyboru. Była wiec symptomem ciągle żywej w Polsce demokracji. Dodajmy: pośrodku różnej maści totalitaryzmów. 

Polityczny romantyzm             

 

W myśli politycznej piłsudczyków dominuje zagadnienie państwa – jego niepodległość, bezpieczeństwo, sprawne funkcjonowanie i ład społeczny. Trudno się tedy dziwić, że kwestie związane z polityką zagraniczną Rzeczypospolitej uznawane były przez nich za priorytetowe (nieprzypadkowo Piłsudski osobiście kierował polityka zagraniczną, a płk. Beck  jako jego sukcesor w tej dziedzinie otrzymał swoistą carte blanche).W publikacjach Miedzińskiego dość częstym motywem rozważań stała się polska racja stanu, rozumiana jako zasada porządkująca charakter stosunków zewnętrznych Rzeczypospolitej. Ogólnie rzecz biorąc, ów publicysta „Gazety Polskiej” nie formułuje żadnego nowego programu polityki polskiej, a uzasadnia jedynie realizowaną przez Józefa Becka generalną zasadę Marszałka Piłsudskiego, sprowadzającą się do utrzymywania równoważnych relacji z Moskwą i Berlinem. I tak, na marginesie sprawy hiszpańskiej, w polemice z Niedziałkowskim dowodzi Miedziński słuszności neutralnego stanowiska Polski. Wojna w Hiszpanii bowiem – to z jednej strony rezultat słusznego buntu patriotów przeciwko niebezpiecznemu „eksperymentowi ideologicznemu” i interwencji Sowietów, z drugiej zaś – takiej samej ingerencji Berlina i Rzymu. Zaangażowanie się Polski byłoby w tej sytuacji złamaniem powyższej zasady równowagi. 52/. Innego zdania byli socjaliści, dla których wojna hiszpańska wywołana została przez wrogie (również Polsce) państwa faszystowskie. Skoro tak, to w interesie Polski leży wspieranie walczących z faszystami republikanów. Zdaniem jednak Miedzińskiego pogląd taki wynika z utożsamiania interesów Polski z interesem  Międzynarodówki socjalistycznej, a Rzeczpospolita przeciwstawiając ideologiom międzynarodowym – narodowe, nigdy nie powinna wiązać się w układy pozabilateralne, czy byłby to pakt antykominternowski, czy tez antyfaszystowski. 53/. W tym kontekście interesujące wydają się dwa poruszone przezeń zagadnienia: kościelne i komunistyczne. Otóż, Niedziałkowski złośliwie zauważył, że Miedziński odrzucając związki podlegające międzynarodowemu kierownictwu (zgodnie zresztą z art. 5 Deklaracji OZN) wystąpił przeciwko art. 4 owej Deklaracji, mówiącemu o „otoczeniu należytą opieką Kościoła katolickiego”. Miedziński  bronił tej rzekomej niekonsekwencji twierdząc, że sprawy Kościoła i religii maja jednak zupełnie inny wymiar. 54/.        

Komentując z kolei niemiecko – japońskie porozumienie antykomunistyczne z roku 1936, Miedziński dochodzi do wniosku, że Polska nie może być nim zainteresowana, nawet jeśli nie byłoby  ono porozumieniem antysowieckim, a wyłącznie antykomunistycznym (co wydaje się prawdopodobne), a to z tego powodu, że „nie należy międzynarodówki zwalczać międzynarodówką”. 55/.        

Sformułowana wyżej zasada polskiej polityki zagranicznej wynika przede wszystkim z geopolitycznego położenia państwa, ale także z „zasady tradycji polityki polskiej”, nakazującej „konsekwentne działanie w kierunku pokojowego układu stosunków i współżycia sąsiedzkiego”. Tradycja pozostaje tu zresztą w zgodzie z aktualnie uwarunkowaną racją stanu, sprowadzającą się – na płaszczyźnie wewnętrznej – do systematycznego wzmacniania państwa. Rozbrojenie Polski stałoby się prawdopodobnie już nazajutrz przyczyną wojny.        

Na początku 1938 r. rząd atakowany był za niewykorzystanie nadarzającej się okazji do aneksji Litwy. Miedziński zauważa w „Gazecie Polskiej”, że „wkroczenie do Kowna, acz możliwe, byłoby złamaniem tej tradycji, która przysporzyła Polsce szacunku i powagi w gronie narodów europejskich” Koniunkturę stosuje się bowiem do taktyki, ale nigdy – strategii. 57/. Wreszcie, kiedy Beck postawił Pradze współbrzmiące z niemieckimi roszczenia terytorialne, Miedziński nie zachował się jak nadworny ideolog i propagandysta, ale poczynaniu temu był przeciwny, uważając je właśnie za złamanie fundamentalnej polskiej zasady. 58/.          Reasumując: Reprezentowana pod koniec lat 30 - tych przez Miedzińskiego  myśl społeczno – polityczna części piłsudczyków wychodziła z założenia, że pozbawiony autorytetu Piłsudskiego obóz rządowy konsolidować się winien wokół nowej postaci i – przede wszystkim -  w oparciu o zmodyfikowane wartości. Pod hasłem „konsolidacji” sięgnięto do frazeologii nacjonalistycznej, łącząc ją dość umiejętnie (choć nie zawsze skutecznie) z ideologią państwową. Symptomem (jednym z wielu) owej ideologicznej „asymilacji” stało się w pewnym sensie zmodyfikowane  spojrzenie na kwestię żydowską. Postacią zaś, wokół której konsolidować się winien naród – co również symptomatyczne – miał być marszałek Edward Rydz – Śmigły.  

 

Szkolne postscriptum

           

 

Pokolenie „przedemerytalnych” nauczycieli, do których mam szczęście się zaliczać, a które na własnej skórze przeżyło prymitywną indoktrynację na lekcjach historii i ówczesnej Propedeutyki wiedzy obywatelskiej,  ma prawo i obowiązek reagować alergicznie na wszelkie współczesne przejawy indoktrynacji i manipulacji w programach szkolnych i serwowanych podręcznikach. Po 1989 roku w zasadzie nie zmieniono programu nauczania Wiedzy o Społeczeństwie, a jedynie systematycznie uzupełniano je o nowe treści. Programy i podręczniki przypominały więc (i w części przypominają nadal) dziurawą sowiecką fufajkę, połataną  połyskującym materiałem pochodzenia bynajmniej nienaturalnego... Dla przykładu: w najnowszej bodaj wersji sztandarowego podręcznika K. Wojtaszczyka można przeczytać, że totalitaryzm skończył się w Polsce w 1956 r., a zaczął  autorytaryzm. We wstępie do tej pracy zwróciłem uwagę na pewną semantyczną dewiację, a używając języka klinicznego – metodologiczną schizofrenię. Pan Wojtaszczyk znalazłby z pewnością bardzo dużo fachowych argumentów na uzasadnienie swojej tezy (niczym bohaterski Trybunał Konstytucyjny). Tam jednak, gdzie pamięć jeszcze nie zawodzi, gimnastyka politologiczna wydaje się śmieszna.Istotnym zagrożeniem związanym z nauczaniem WoS jest pseudoakademicki schematyzm. Język większości podręczników i dobór tekstów źródłowych zdominowane są przez swoistą „poprawność”, unikanie tematów kontrowersyjnych w warstwie nie tylko stricte politycznej, ale kulturowej i filozoficznej.      

 

Przypisy

1. Bogusław Miedziński, Wczoraj – dziś – jutro (Na przełęczy, 31.XII. 1936), Warszawa 1938; W nawiasie podawać będziemy tytuł art. i datę jego publikacji w „Gazecie Polskiej”);

2. Tamże (Czas przeciągnął strunę, 22.VIII.1937 r.);

3. Tamże (Na przełęczy);

4. Tamże (Inicjatywa – 21.II.1937 r.);

5. Tamże;

6. – 8 Tamże;

9. Sprawozdanie stenograficzne z posiedzenia Sejmu RP, 27.II.1937 r.;

10 – 11 Tamże;

12 B. Miedziński, Wczoraj... (Trzy zasady), dz. cyt.;

13. Tamże;

14. Micewski, W cieniu marszałka Piłsudskiego, W-wa 1968 r.;

15. B. Miedziński, Wczoraj... (Organizacja państwa, a organizacja narodu) dz. cyt.;

16. Tamże oraz Spr. Sten. Z 22.II 1936 r. także „Robotnik”, Budżet w nowym sejmie, 28 luty 1936 r.;

17. Spr. Sten. 28.III 36 r.;

Miedziński, Wczoraj... (Organizacja państwa...), dz. cyt.;

18. Tamże (Na tropach Boruty);

20. tamże;21. Spr. Sten. 27.II.1936;

22. Miedziński, Wczoraj... (Naród, a państwo);

23. tamże;

24. Tamże (Listopadowe skrzyżowanie);

25. Tamże (Uchwały polityczne SN);

26. „Słowo” z 20 VIII 1937 r.;

27. Miedziński, Wczoraj... (Odpowiedź Słowu);

28. Tamże (Stronnictwo zachowawcze, a OZN);

29. Spr. Sten. 27.II 1936;

30. tamże;

31. „Uwagi o kwestii żydowskiej” uznano za oficjalny dokument OZN;

32. Miedziński, Wczoraj...(De gustibus non est disputandum);

33. Miedziński, Uwagi o sprawie zydowskiej…, W-wa 1938 r.

34. – 39. Tamże;40. Singer, dz. cyt.;

41. Spr. Sten. 27.II. 1936;

42. Miedziński, Wczoraj...(De gustibus...),dz. cyt.;

43. A.Micewski, Z geografii II Rzeczypospolitej, W-wa 1964;

44. Miedziński, Wczoraj (Co odrzucamy, ku czemu idziemy)dz. cyt.;

45.Y.Z. Od Malthusa do płk. Miedzińskiego, „Głos Powszechny” z 21.II.1937r.;

46. Miedziński, Wczoraj...(Bumerang),dz. cyt.;

47. Tamże;

48. Tamże;

49. Tamże (Po siedmiu latach oraz O nieskutecznym rad sposobie), dz. cyt.;

50. Tamże, oraz Dąsy o Canossę, dz. cyt.;

52. Miedziński, Wczoraj... dz. cyt.;

53. tamże oraz Spr. Sten z 5.I.1937;

54. Miedziński, Wczoraj... dz. cyt.;

55. Tamże (na marginesie), dz. cyt.;

56. Spr. Sten. Z 27.II 1936;

57. Miedziński, Wczoraj (Sprawa litewska, a zasady polityki polskiej).... dz. cyt.;

58. S. Stroński, Popioły i żużle, -Wiadomości, 363, 1953 r.;

 

                                                                                 

Piotr Opozda
powered by QuatroCMS