O nas
Nowe
Felietony
Artykuły
Kurier Święt.
Historia
Kalendarz
Galeria
Antyreklama
Kontakt
Polecamy
Archiwum
Forum
  
Felietony »  lista felietonów » Cezary Wach: Zaliczeni
Treść artykułu:

Zaliczeni…..

     Z podziwem obserwuję  jak w dniach po opublikowaniu propagandowej wrzutki MAK-u (zwanej raportem) wielu dziennikarzy, szczególnie tych reprezentujących dominujący (rządowy) nurt, ze zwykłych reżimowych cyngli przeistacza się w wysokiej klasy specjalistów lotnictwa ,ewoluując z funkcjonariuszy dziennikarzy na funkcjonariuszy śledczych udowadniających prawdziwość konkluzji MAK-u. Zjawisko ciekawe i smutne zarazem, bo pokazujące kto i w jaki sposób nadaje ton publicznemu dyskursowi w naszym kraju. W książce „Psychotechnika.  Dezinformacja. Oręż wojny” autor Vladimir Volkoff przytacza pouczenia starego  KGB-isty  skierowane do młodego adepta Mów zawsze tak ,żeby nikt nie potrafił oddzielić co jest prawdą a co kłamstwem. Kiedy ludzie mają zamęt w głowach, łatwo nimi pokierować tam, gdzie my chcemy.”.  Kiedy przyglądamy się temu zamętowi wokół tragedii smoleńskiej nie trudno zauważyć sprawdzalność owej KGB-owskiej metody. Jeżeli dorzucimy do tego konstatację generał Anodiny o tym że ”Rosja to wielki kraj, a Polska to mały kraj” to mamy jasność i co do hierarchii  i co do metody. Trudno dziwić się Rosjanom. Oni mają jasno sprecyzowane co jest ich racją stanu. A jest nią odbudowa imperialnej Rosji.   I dochodzą do tego celu sprawdzonymi przez lata metodami . Pierwszego września 1983 roku rosyjski samolot wojskowy zestrzelił koreański samolot pasażerski z 269-ma pasażerami na pokładzie. Rosyjska  propaganda przez wiele lat przedstawiała tę zbrodnie jako reakcję na wykonywany przez koreański samolot lot szpiegowski. Dwustu sześćdziesięciu dziewięciu szpiegów na pokładzie cywilnego samolotu wykradających rosyjskie tajemnice. Takie przedstawienie powodów zestrzelenia koreańskiego samolotu wydawało się dla myślącego zdroworozsądkowo obserwatora czystym absurdem! A jednak nie brakowało (tak jak w sprawie smoleńskiej) komentatorów, którzy uwierzyli i przyjęli za swoją rosyjską wersję wydarzeń . Mówiono: ”Skoro nie wycofał się z terytorium (wtedy ZSRR) to go zestrzelono”. Jak się czuli  kiedy dziewięć lat później czarne skrzynki koreańskiego Boeinga trafiły w ręce amerykanów i świat usłyszał prawdę. Oczywiście mogą podnieść się zarzuty, że współczesna Rosja to nie ZSRR. Że od tamtej pory cały świat się zmienił to w ślad za nim i Rosja .Pominę setki przykładów zadających kłam takim twierdzeniom. Może posłużę się tyko jednym. Z przemówienia D. Tuska w Sejmie z dnia 19.01.2011 roku „Po pierwsze - wiedzieliśmy dobrze i dzisiaj wiemy równie dobrze jak wtedy, że partner, z jakim przyjdzie nam współpracować na rzecz wyjaśniania okoliczności i przyczyn katastrofy, jest ciągle tym samym partnerem jakiego znamy z historii.” Nic dodać nic ująć. W tym miejscu muszą jednak paść pytania. Pierwsze: czy ta wyżej wymieniona konstatacja Tuska stała się głównym czynnikiem generującym postawę uległości jego i jego ekipy w stosunkach z Rosją(czego klinicznym przykładem jest śledztwo w sprawie tragedii smoleńskiej) ? I drugie: jakie ta postawa przyniesie  konsekwencje dla samej Polski i jej pozycji w regionie? Cofnijmy się nieco w czasie do momentu przejmowania władzy w Polsce przez Platformę Obywatelską. A szczególnie przyjrzyjmy się klimatowi jaki temu towarzyszył . Otóż oprócz euforii, co zrozumiałe po wygranych wyborach, u głównych polityków tej formacji pojawiła się postawa odwetu wobec PiS-u. Przybrała ona formą czyszczenia wszystkich i wszystkiego co choćby w najmniejszym stopniu mogło być kojarzone z PiS-em. Ta histeria powodowała dysfunkcję w ciągłości funkcjonowania państwa, w tym realizowanych koncepcji w  polityce zagranicznej. Niestety i tym razem emocje wygrały ze zdrowym rozsądkiem. Odrzucono więc(jako pisowską) realizowaną  przez śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego koncepcję polityki wschodniej. Koncepcję zakładającą że skoro Rosja przyjmuje i realizuje politykę odbudowy swojego państwa jako Imperium, to celowe jest zgromadzenie wokół Polski państw (szczególnie takich jak Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina czy Gruzja) zagrożonych taką polityką Kremla. Tym bardziej, że Rosja nie pozostawiała złudzeń co do środków jakich użyje przy realizacji owego zamiaru . Zawarła je w doktrynie obowiązującej w  polityce zagranicznej ( zwanej doktryną Miedwiediewa) ogłoszonej w 2008roku. W punkcie piątym tej doktryny czytamy:” Rosja będzie chronić obywateli rosyjskich oraz rosyjską infrastrukturę poza swym terytorium także przy użyciu siły jeśli to konieczne”. Więcej  w 2009 roku w nowej doktrynie wojennej Rosji pojawia się zapis : „Rosja dopuszcza prewencyjne użycie broni jądrowej, w tym w wojnie regionalnej lub nawet lokalnej.” Wydawało się, że te dwa dokumenty podziałają na polską ekipę rządową jak kubeł zimnej wody. Tak groźnych zapisów w połączeniu z agresywną postawą nie można było zbagatelizować. I co? I nic!  Zajęci -dożynaniem PiS-owskich watach nie raczyli nawet zareagować. Ale czy owo dożynanie był jedynym powodem braku reakcji? Wydaje się, że nie! Prawdziwym  powodem wydaje się być brak profesjonalizmu(i to na różnych poziomach tej władzy), a w związku z tym brak klarownej i spójnej koncepcji polityki zagranicznej zabezpieczającej zarówno interesy polskie jak i interesy zagrożonych przez politykę rosyjską mniejszych państw tego regionu. Ten brak nie można zastąpić doraźnością, czy wywołanym sztucznie przełomem w stosunkach polsko - rosyjskich budowanym(co widać) na daleko idącej uległości jednych wobec drugich. Ta nagła prorosyjskość urastająca do rangi polskiej racji stanu musi budzić( i budzi) nieufność w stosunku do Polski tych krajów, które do tej pory postrzegały nas jako gwaranta ich bezpieczeństwa. Ten zwrot w polskiej polityce wschodniej już owocuje pogorszeniem stosunków z krajami bałtyckimi, jak pisze The Economist wręcz -dramatycznym pogorszeniem. Ta polityka podkulonego ogona realizowana  przez Tuska i jego ekipę nie tylko podważa wiarygodność Polski w oczach innych krajów w tym regionie, pozostawiając je bez wsparcia , przeciwko rosyjskiej agresji. Daje też asumpt Rosji do coraz bardziej bezczelnego  ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski. Minister  spraw zagraniczny FR Siergiej Ławrow w udzielonym 13 stycznia 2011 roku wywiadzie mówi” krytykowanie raportu MAK uważam za nieetyczne ,a nawet bluźniercze” i dalej poucza „politycy nie powinni komentować wyników technicznego śledztwa”.  Ale dlaczego nie miałby się czuć upoważnionym do „udzielania rad” polskim politykom? Przecież  1 września 2010 r. robił to samo, na odprawie polskich ambasadorów, która odbyła się w Warszawie. Oto garść komentarzy dotyczących tego zaproszenia(podaję za blogmedia24.pl):

·         Do tej pory nie słyszeliśmy by jakikolwiek minister spraw zagranicznych jakiegokolwiek kraju, nawet najbardziej zaprzyjaźnionego, brał udział „w naradzie polskich ambasadorów”;

·         „ Zupełnie nie przychodziło nikomu do głowy, że tego typu zaszczyt może spotkać szefa rosyjskiej dyplomacji! I to w dniach gdy polskie władze bezskutecznie proszą – bo żądać nie mogą – o sprawną pomoc w śledztwie smoleńskim.”;

·          O co chodzi? Jaki jest cel takiego spotkania? Co minister Ławrow może mieć do przekazania polskim dyplomatom pracującym na całym świecie? Czy to ma być sygnał do polskich ambasadorów, by uwzględniali rosyjski punkt widzenia? Naprawdę, zadziwiające”.

Cel tej wizytacji nigdy nie został przekonywująco wyjaśniony ani przez Sikorskiego ani przez polski MSZ. Co skłania do podzielenia opinii i obaw przytoczonych wyżej. Rosjanie dzielili i dzielą Polaków na dwie kategorie: tych którymi pogardzają i tych których nienawidzą, bo budzą w nich lęk. Nie trudno zgadnąć do której z tych kategorii zaliczają kreatorów polskiej polityki podkulonego ogona.

Cezary Wach

powered by QuatroCMS